Wyobraźmy sobie laboratorium, w którym zadanie jest proste tylko z pozoru: z gęstej mieszaniny trzeba wydobyć tę jedną, cenną substancję. Nie po to, by ją tylko podejrzeć pod szkłem powiększającym analizy, ale by mieć ją w dłoni – czystą, wyizolowaną, gotową do dalszej podróży. Tym właśnie zajmuje się chromatografia preparatywna: praktyczna, doświadczona siostra chromatografii analitycznej. Ta pierwsza nie traci czasu na długie dyskusje o składzie – działa. Oddziela to, co cenne, od tego, co zbędne, i zostawia nam substancję w ilości wystarczającej, by mogła stać się bohaterką kolejnych eksperymentów lub trafić do przemysłowych receptur. Nauka w najczystszej postaci – dosłownie.